Blog
Z Pomorza
Feterniak
Feterniak Pomorzak
5 obserwujących 55 notek 62088 odsłon
Feterniak, 27 marca 2017 r.

Społecznicy a dotacje na kulturę

205 5 0 A A A

    Początek roku to dla wielu bytów zajmujących się kulturą gorący okres walki o różnorakie dotacje. Przy tej okazji mamy także wysyp różnej maści komentarzy i opinii dotyczących tak finansowania tak samej kultury, jak i różnych stowarzyszeń oraz instytucji, które się ową kulturą zajmują.

         Zacznijmy do tego, że dla wielu osób zabierających głos w tej materii „PRL jest wiecznie żywy”. Najkrócej rzecz ujmując a priori uznają one, że wszelkie przekazywanie pieniędzy publicznych wygląda tak, jak w minionym systemie. Czyli jest to polityczna decyzja jakiegoś urzędnika, będąca skutkiem klasycznego polskiego „załatwienia”, czyli wymiany „coś za coś”. Skutkiem takiej postawy jest często bardzo stanowcza opinia, iż dotowanie przez owe publiczne samorządy, to tak naprawdę albo klasyczne „wspieranie swoich”, albo „kupowanie poparcia”.

         Drugą, bardzo popularną opinią jest dziś twierdzenie, że gros pieniędzy ma jakiś związek z Unią Europejską. Stąd często przy tej okazji pojawiają się rozważania o klasycznej „unijnej” biurokracji, merytorycznych absurdach, czy wspieraniu podejrzanych „unijnych priorytetów”.

         Trzecim zaś, chyba najbardziej popularnym poglądem, jest twierdzenie, że większość organizacji pozarządowych, zajmujących się kulturą istnieje tylko i wyłącznie dzięki owym dotacjom.


         No i od tego poglądu zacznę. Pozwolę sobie zostawić na boku różne oficjalne instytucje kultury. Nie oszukujmy się. Publiczne (samorządowe, czy państwowe) teatry, muzea, czy instytucje sztuki są tutaj po prostu integralnym elementem sektora publicznego i dzielą z nim wszelkie wady i zalety. Dyskusja o nich, jest tak naprawdę dyskusją o stanie państwa jako takiego. Osobiście, mimo pewnych doświadczeń z takowymi publicznymi bytami, wolę więc skupić się na sektorze pozarządowym. Z jednej strony bowiem jest on mi o wiele bliższy, zaś z drugiej w tym kontekście budzi znacznie więcej emocji.

        Zacznijmy od zrewidowania ostatniej z wymienionych wcześniej opinii. Zdecydowana większość organizacji pozarządowych istnieje i działa bez względu na ewentualne dotacje. Najprościej to ocenić porównując listę działających organizacji pozarządowych w wybranej jednostce samorządu (np. mieście, czy powiecie) z listą tych dotowanych. Rozglądając się po najbliższej kociewsko-kaszubskiej okolicy mogę stwierdzić, że jakąkolwiek zewnętrzną dotację, tak publiczną, jak i od prywatnych donatorów, otrzymuje może z 20% działających organizacji. Na dodatek dla większości z tych, które takową otrzymują, ów grant dotyczy najczęściej pojedynczego projektu, czy działania i zamyka się zazwyczaj w paru tysiącach złotych. Zaś cała działalność danej organizacji jest zazwyczaj znacznie szersza.


         Ergo. Większość aktywnych organizacji nie otrzymuje żadnych dotacji, a jedynie dla niewielu z tych, które takowe dostają, stanowią one główne źródło finansowania. Tak naprawdę „z dotacji” żyją głównie duże fundacje i nieliczne stowarzyszenia, których w skali takiego przeciętnego, pomorskiego powiatu jest dosłownie kilka, czasem dosłownie dwie, czy trzy. Każdy, kto ciut wnikną w faktyczną aktywność organizacji społecznych w naszym kraju uzna tą konstatację dla oczywistą. Dla wielu bowiem społeczników sedno aktywności z zakresu kultury, to albo samodzielne jej uprawianie (np. śpiewanie w chórach, prezentacja własnych dzieł artystycznych, czy promocja owoców swojej twórczości), albo organizacja dość prostych i mało kosztownych wydarzeń kulturalnych (występ chóru, promocja książki, wystawa, koncert amatorskiego zespołu). W zdecydowanej większości przypadków jedynym realnym kosztem bywa wynajem sali. Z czym jednak w wielu miejscach nigdy nie ma problemów, bo w większości przypadków do dyspozycji są ogólnodostępne sale lokalnych instytucji kultury i samorządów. Zwłaszcza na obszarach wiejskich, gdzie z pocałowaniem ręki zarządcy zazwyczaj chętnie udostępniają na tego typu działalność świetlice.

         Cechą charakterystyczną tego typu działań jest to, że odbywają się one bez względu na dofinansowanie. Zazwyczaj różnica między podobnym wydarzeniem „z projektu”, a robionym „całkowicie społecznie” jest taka, że w pierwszym wypadku mamy do czynienia z ładnymi profesjonalnymi plakatami i zaproszeniami, cateringiem oraz zazwyczaj i tak symbolicznym honorarium dla „bohatera wydarzenia”, zaś w drugim mamy zwykłą informację prasową i mailowe zawiadomienia, domowe ciasta i klasyczną zrzutkę wśród członków na „stówę na paliwo”, dla goszczonej gwiazdy. Krótko mówiąc jest tu jedynie pewna różnica jakościowa, a nie wybór między przeprowadzeniem, bądź nie, danego wydarzenia.

         Przechodząc zaś do tych dotacji, to warto wspomnieć, że poza naprawdę potężnymi organizacjami (zazwyczaj fundacjami) mało kto sięga po owe przysłowiowe „unijne pieniądze”. Jak już, to mamy do czynienia z redystrybucją. Unijne środki dostaje jakaś Lokalna Grupa Działania, czy duża fundacja, która w ramach wygranego projektu sama organizuje konkurs dla niewielkich organizacji na konkretne działania. Jest to pole do pewnych patologii, ale z punktu widzenia odbiorcy danego projektu z dziedziny kultury, nie ma to większego znaczenia. Zwłaszcza, że prawdę powiedziawszy to akurat kultura z tej formy wsparcia korzystała z poprzednich latach raczej marginalnie. Tzw. "projekty miękkie", czyli dofinansowanie działań społecznych w ostatnich latach raczej koncentrowały się na bezrobociach, przekwalifikowaniach zawodowych, wykluczeniach społecznych czy innych rewitalizacjach. Koncerty, publikacje, czy przedstawienia były raczej tylko klasycznym dodatkiem niż sednem takich przedsięwzięć. Obrazowo to porównując, bardzo rzadko można było wziąć udział w wydarzeniu kulturalnym, odbywającym się w mojej okolicy, które byłoby wprost finansowane przez Unię. O wiele większy wpływ środki europejskie mają na rzecz, o której pisałem już wcześniej. Bez wątpienia w ostatniej dekadzie widowiskowo wręcz wzrosła jakość i ilość infrastruktury publicznej dostępnej dla organizacji prowadzących działalność kulturalną. Większość z nich budowana, czy rozbudowywana była w ramach właśnie samorządowych projektów europejskich. Nie mniej, patrząc całościowo, to bezpośredniego wpływu jakiejś mitycznej Unii, na to co się dzieje w lokalnej kulturze jakoś za dużo to nie widać.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dzięki, dzięki :-)
  • Eeee tam, to nieudolni fałszerze byli. Do tych naszych dbających o "etos Gryfa Pomorskiego" ani...
  • Źle zrobił, że ojca nie posłuchał i nie pozostał dziennikarzem, bo był jednym z chyba...

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo